decyzja…
To prawda, że przed każdym człowiekiem staje ta decyzja. I każdy ją odrzuca. A przecież w rok później królestwo znowu staje pod bronią i wszyscy, co odrzucali myśl o wojnie, która w ich ubogim języku była czymś nie do przyjęcia, zgodnie poddają się teraz jakiemuś niewyrażalnemu nakazowi i rzucają się w przedsięwzięcia, dla każdego z nich pozbawione sensu. Wyrasta jakby drzewo, które nic o sobie nie wie.
A widzi je i pojmuje tylko ten, kto jak prorok stoi na górze. To, co większe od ludzi, wyrasta lub umiera za ich sprawą, jest ludzką rzeczą, choć nie potrafią tego wypowiedzieć, tylko ich rozpacz bywa znakiem. Jeśli więc umiera królestwo, dojrzysz śmierć w tym, że ten czy ów utraci w nie wiarę. Myliłbyś się, gdybyś go czynił odpowiedzialnym za śmierć królestwa: przez niego tylko choroba się ujawniła. Ale czy potrafisz rozróżniać przyczyny od skutków? Jeśli dochodzi do zepsucia moralnego, odczytasz jego znak w matactwach ministrów.